
Pamiętaj, żeby publikować na LinkedIn o tej i o tej godzinie, koniecznie w tygodniu udostępnij 5 Stories i jeden podcast, inaczej wszyscy o Tobie zapomną. Wysyp pseudo guru od budowania marki osobistej trwa, a każda nowa platforma to nowy grunt na którym mogą błyszczeć ze swoimi poradami. Ja też mam dla Was rady, ale wydaje mi się, że trochę bardziej… Przyziemne?
Strategia marki osobistej
O to lubię. To jest naprawdę dobre. Strategia. Marki osobistej.
Kurcze, jak to brzmi przecież. Czemu systematyzować to, jak chcemy się zachowywać, budować swój wizerunek. Zasady kończą się praktycznie na jednym – bądź profesjonalny, nie bądź dupkiem.
Koniec strategii. A dobra, a ile treści trzeba publikować, żeby inni nas uznali za profesjonalnych?
Otóż w różnych zestawieniach, artykułach, poradnikach znajdziecie wytyczne kiedy publikować, jakie treści, o czym pisać w Waszej niszy. A jest po prostu kilka prostych zasad, których można się trzymać i efekt będzie, pomału, pomału, ale będzie pączkować.
Prowizorka, najtrwalsza rzecz w Polsce
To nie jest tak, że nie dbam o swój wizerunek. I że Wy nie musicie. Kultura języka, wymiana poglądów, próby wygenerowania wartości dodanej w Waszych publikacjach, to jest ważne.
Ale ilu z Was drodzy czytelnicy może na to poświęcić pół etatu? 3/4? Całą pracową przestrzeń? O no właśnie. A zazwyczaj Ci co nam doradzają, to żyją swoim personal brandem, zarabiają na nim lub dzięki niemu. Jest sporo właścicieli agencji, które stoją głównie osobą CEO, dzięki jego know how i jego wizerunkowi. I to jest super, zazdroszczę trochę.
Tylko, że ja podobnie jak większość tych co tu zajrzy pracuję na etacie. I jeśli chcę tworzyć coś dodatkowego jak ten blog, newsletter, to zazwyczaj wydzieram czas na to ze swojego prywatnego czasu, po godzinach.
I dla innych content creatorów oraz specjalistów co chcą poczuć trochę blichtru dziesiątek lajków, komentarzy i ewentualnych zaproszeń do wypowiedzi eksperckich przygotowałem…

W tym wypadku mówimy o prowizorce, co sobie działa. Daje efekty, ale nie wymaga dużo wysiłku. Z czasem może dojść do etapu, że staniecie przed decyzją – etat czy na własny rachunek – bo Wasze digitalowe poletko się za bardzo rozrosło.
Zasada 1, publikuj tyle ile uważasz. Nie tyle, ile dokładnie Ci mówi jakiś raport, czy guru Instagrama. Masz materiały? Masz pomysły, działaj.
Zasada 2, wiąże się z tym co powyżej. Jakie godziny tych publikacji? Wrzucaj wtedy kiedy możesz, materiał według Ciebie jest dobry, ale algorytm go zjadł? To wrzuć go za dwa dni jeszcze raz, bo przecież nie dotarł akurat do Twoich odbiorców.
Zasada 3, komentuj, rozmawiaj, gdy jest ku temu możliwość podlinkuj do siebie, kontekstowo, nie chamsko „oto mój blog, wbijajcie”. Networking wciąż ma ogromną wartość w social media. Zwłaszcza w branżowych dyskusjach. To działało 10 lat temu, działa i teraz. Wybieraj tematy pozytywne albo neutralne. Tam gdzie już podśmiarduje hejtem albo negatywnym kierunkiem dyskusji, to sobie odpuść.
Zasada 4, obserwuj mądrzejszych od siebie. Te konteksty ku dyskusjom złapiesz, jeśli będziesz szukać osób, które nie tylko już mają jakąś rozpoznawalność, ale też charakterologicznie pasuje do Ciebie.
Zasada 5, format ma najpierw pasować Tobie, a potem znajdą się jego odbiorcy. Jeśli uprzesz się na robienie video albo podcastu, bo to przecież jest w trendach, ale każda sesja przed kamerą/mikrofonem sprawia, że potem się telepiesz i odchorowujesz, to może zostań przy pisaniu? Może twórz profil z memami o Twojej zajawce?
Zasada 6, dywersyfikacja wymaga czasu. Nie masz go aż tyle? To treści pomiędzy platformami modyfikuj tylko w drobnym stopniu. Tu inny tekst, tu inne call to action. Nie musisz tworzyć mega rozbudowanego kalendarza postów, żeby to zaczęło działać.
Zasada 7, wybierz platformy, które Ci pasują. Ja osobiście średnio radzę sobie z TikTokiem pod moje rzeczy i Instagramem. Coś tam zacząłem, rozgrzebałem. Dobra, jak mnie najdzie wena, to tam ogarnę, na razie mogę zbudować źródła ruchu do mojego contentu na FB, Threadsach, TwitterX i LinkedIn. Dobierz te serwisy, gdzie czujesz się naturalnie, a nie gdzie jest teraz modnie być.
Zasada 8, regularność. Po prostu. Praktycznie każda platforma społecznościowa to premiuje, wrzucasz posty regularnie, zasięgi powinny jeśli nie rosnąć, to utrzymywać się na jakimś poziomie, który już pozwoli Ci budować wokół siebie krąg ludzi, którzy słuchają. Mogą to być znajomi z pracy, znajomi z branży. To, że znają Cię prywatnie, działa na Twoją korzyść i czemu nie mieliby być Twoimi „adwokatami marki”?
Zasada 9, lepiej sobie dłubać coś swojego w szczerości ze sobą, niż dla poklasku. Ot po prostu. Mam wrażenie, że niektórzy się aż zapędzili z budowaniem jakiś rankingów (fajnie w nich być, ale jak się nie jest, to nic się nie dzieje), a nawet gal z nagrodami, plebiscytów i innych konkursów piękności. Fajnie w nich być, ale niech to nie będzie celem albo niech nas nie rozproszy co jest prawdziwym celem.
Zasada 10, wartość dodana, to jest prawdziwy cel. Wrzucisz coś, co rozśmieszy innych? Coś co ich nauczy nowego narzędzia? Dasz jakieś fajne źródło-link z którego korzystasz? Świetnie, to jest moim zdaniem już wartość dodana, a nie powielanie schematu postów w stylu „Czego nauczyła mnie praca na kuchni w wieku 19 lat, 5 lekcji biznesowych”. Znacie ten typ postów. Wiarygodności i autentyczności w tym tyle co kot napłakał.
Tyle, od wskrzeszenia bloga mogę uznać, że to moje wytyczne. Moje współrzędne w internetowym gąszczu.
Dobra, a jak Ci to działa Kubu?
To się pochwalę, czemu nie. Od sierpnia 2024 postanowiłem trochę częściej się wyświetlać ze swoim ryjkiem, swoim nazwiskiem i profilami. Po co? A chociażby z tego powodu, że chcę wrócić trochę do tego momentu, gdy na przetargach u klientów okazywało się, że czytali jakiś mój tekst. Ekspercka dobudówka do mojej pracy w agencji.
To tak, na Facebooku ostatnie 90 dni wygląda tak:

Ile wrzuciłem w reklamę? Całe 5 złotych, żeby sprawdzić jakie stawki uda się wykręcić. A tak, to prawie pół miliona impresji moich treści. Dobra, można się przyczepić, że swego czasu uzbierałem jakieś 13 000 obserwujących na profilu, ale on też był martwy przez kilka lat praktycznie. Także odsypałem się całkiem fajnie.
Threadsy (o nich napisałem osobny tekst, o tu!) to mój najlepszy przyjaciel teraz chyba. Bo TwitterX nie udostępnia statystyk i ogólnie pomimo sporej liczby Obserwujących tam, to bardzo sporadycznie jakiś temat pyknie. A szkoda, bo lubię tamtejszą szyderę. A Wątki? Jak tam idzie?

Ej no, chyba nieźle. Choć wrzucam też czasami jakieś moje narzekania (ale lekkie, bo jestem trochę jak połączenie smerfa Marudy z Gimlim).
I król platform dla profesjonalistów. Święty Graal personal brandingu. LinkedIn.


Tutaj w ogóle jest zabawne to, że liczba wyświetleń niekoniecznie współgra z interakcjami. Ale jak cofniecie się do wykresu z Facebooka, to oznacza, że podobne treści rezonowały w tym samym czasie podobnie na obydwu platformach.
I wiecie co? Nie dostałem żadnego priva, że mógłbym nie wrzucać tych samych treści na obydwie platformy. Może ktoś mnie odfollował, może ktoś w sobie kisił ten feedback. No cóż. Jego problem.
Te cyferki, wykresy, nie powinny być celem samym w sobie. To oczywiste. Są środkiem do celu, do pozycjonowania się jako specjalista, ekspert, influencer, lider opinii w danym temacie.
Ale jednak jak widzę powiadomienie o kolejnych interakcjach to morda się cieszy. Po prostu. Tak samo, gdy widzę, że wchodzicie na kolejne teksty i newslettery.
To chyba na tyle. Po prostu jeśli czujecie, że chcecie trochę się podpromować, trochę opowiedzieć o swoich spostrzeżeniach branżowych albo po prostu przy kolejnej rekrutacji chcecie wyglądać bardziej profesjonalnie (a po co ja zakładałem 13 lat temu bloga niby?), to możecie skorzystać z moich porad. Albo robić co Wam w duszy gra. Tak po prostu, wytyczne są dla brandów komercyjnych, marki osobiste mogą być trochę bardziej Wasze, a mniej wytworem statystyk.
Do następnego razu!
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to będę wdzięczny za postawienie mi wirtualnej kawy. To mnie zmotywuje do dalszego pisania.
Możesz także zapisać się na mój newsletter, w którym co tydzień prezentuję ciekawe marketingowe i digitalowe treści.





Dodaj komentarz