Wkraczamy w nową erę mediów społecznościowych, które stają się bardziej kanałami rozrywkowo-reklamowymi, niż rzeczywistym narzędziem do dzielenia się treściami. Zwykły użytkownik robi to coraz rzadziej. Co jest powodem?

Przyjrzymy się dzisiaj zjawisku „posting zero”, które redefiniuje rolę mediów społecznościowych i przenosi większość interakcji prywatnych użytkowników poza główne feedy, do Stories lub komunikatorów.

Wpis zainspirował Mateusz Murawski z Altavia Kamikaze + K2 – tutaj możecie też zobaczyć jego post w temacie, żeby się dokształcić.

Zdjęcie śniadania od AI influencera

Kiedyś powód do żartów, przytyków i pewien stereotyp co się wrzuca do sieci. Dzisiaj coraz rzadsze zjawisko, bo nie chcemy się już tak chętnie dzielić swoim życiem w mediach społecznościowych.

Powody? Zalew treści aspiracyjnych od influencerów, coraz więcej treści generowanych przez AI i dbanie o prywatność. Gdy świat zachłysnął się socialami to wręcz powstało zjawisko „oversharingu”, publikowania wszystkiego co się u nas dzieje, tagowania się w różnych miejscach etc. Nadszedł incydent z Cambridge Analityca i zanim klikniemy PUBLIKUJ pomyślimy dwa razy.

Być może masowe dzielenie się życiem było jedynie krótkim epizodem w historii internetu. Może naprawdę zaczynamy doceniać autentyczne kontakty i mniejsze, spersonalizowane doświadczenia online? W dobie cyfrowego hałasu trudno uwierzyć, że ludzie faktycznie gotowi są zrezygnować z powierzchowności na rzecz głębszych relacji.

Żyjemy na farmie treści

Posting zero, termin ukuty przez Kyle’a Chaykę to swego rodzaju prognoza według której zwykły użytkownik nie będzie udostępniał swojego życia online, bo uzna, że nie jest to warte zachodu.

I trochę tak jest przy obecnym zalewie treści od influencerów, marek i AI. To gdzie w tym ma się zmieścić post od znajomego, który chwali się swoją armią figurek do Warhammera 40K albo zdjęciem psa na spacerze?

Nie ujmuję nic tym momentom, bo subiektywnie to mogą być bardzo miłe rzeczy do zapostowania, ale obecny kształt platform, algorytmy i mocno wpływają na coraz mniejsze znaczenie „social”, a bardziej idą w kierunku „media”.

Według badania Morning Consult z 2023 roku aż 61% ankietowanych dorosłych stwierdziło, że są bardziej selektywni w kwestii tego co publikują w sieci, a 28% stwierdziło, że publikuje mniej na swoich preferowanych platformach.

I trudno się dziwić takim postawom. w momencie, kiedy postępuje profesjonalizacja treści (TikTokerzy), ale też anonimizacja (profile memowe, agregatory treści), przy tym wszystkim przesunięcie z social graphu na interest graph w algorytmach.

Brak profitu?

W momencie gdy nasza treść ma rywalizować z postami sponsorowanymi marek, influencerami, farmami treści AI to ten post musi rzeczywiście mieć wartość, wymaga więcej wysiłku, a przy tym rodzi pytanie „czy to jest tego warte”?

Bo tych zachęt do publikowania brakuje. Kiedyś ten lajk pod zdjęciem ważył dużo więcej, pomagał utrzymywać jakąś relację ze znajomymi.

Teraz? Nasz post może się wyświetlić nawet randomowym ludziom, a to nas naraża na krytykę, hejt. Kryjemy się zatem za ustawieniami prywatności coraz bardziej albo wręcz przenosimy naszą aktywność do grup na Messengerze lub Stories. Nasze tablice i feedy obumierają.

A jednak nawet w Polsce spędzamy w social media ok. 2 godziny dziennie, po co?

Przyszłość?

W tej chwili głównie w celach konsumpcji treści. Rozrywkowej, edukacyjnej, informacyjnej. Dopakowania dopaminy. Social ogranicza się do komentowania, kłócenia się i wytykania innym błędów – dobra, trochę przesadzam, ale chyba sami widzicie, że trudno o dzielenie się dobrą energią za pośrednictwem chociażby Facebooka.

Co to znaczy dla platform?

Przede wszystkim wymusza na nich:

  • Priorytetyzację reklamodawców – zawodowo mnie to cieszy
  • Rozbudowanie AI jako twórców treści – to mnie aż tak nie cieszy, ale może będzie wprowadzona odpowiednia filtracja takich postów
  • Poszerzenie funkcji komunikacji 1:1 lub 1 do małej grupy – jakiś mix kanałów nadawczych ze Stories, dodatkowe funkcje efemeryczne
  • Większy nacisk na walkę z fake news i hejtem – by użytkownicy nie mieli poczucia siedzenia w ścieku treści (slop – polecam przyjrzeć się temu zjawisku)
  • Rozwój możliwości targetowania – bo skoro użytkownicy nie postują, a treści konsumują pasywnie, to skąd brać sygnały o ich zainteresowaniach?

Najpierw się zachłysnęliśmy, teraz przetrzeźwieliśmy

Dopóki nie okazało się, że media społecznościowe mogą mieć wpływ na sytuację geopolityczną na najwyższych stopniach władzy to były uznawane za zabawkę dla młodych i kanał reklamowy.

Gdy zaczęły realnie wpływać na nasze życie zaczęły się regulacje. I nadszedł moment w którym trochę społeczeństwu spadły klapki z oczu. Nic przecież w nadmiarze nie jest zdrowe. A zwłaszcza wirtualne życie.

Widzę pewne korzyści z „posting zero”, choć nie wydaje mi się, żeby doszło do momentu, że użytkownicy w ogóle nic nie będą publikować. Są osoby, które lubią się dzielić przemyśleniami, mają też taką osobowość, że lubią być „zauważone”. Do tego platformy na pewno będą szukać sposobów, by treści, które wiążą nas ze znajomymi i rodziną wciąż się pojawiały (wszak jest to główny powód użytkowania SM przez ponad 49% polskich użytkowników).

Według mnie nadejdzie w którymś momencie odwilż – zwłaszcza z przyjściem na platformy młodszych generacji – i trend postowania trochę się odbije. Nie będzie tak silny jak jakieś 10 lat temu, to oczywiste. Bo w internecie przecież nic nie jest wieczne.


Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to będę wdzięczny za postawienie mi wirtualnej kawy. To mnie zmotywuje do dalszego pisania.

Możesz także zapisać się na mój newsletter, w którym prezentuję ciekawe marketingowe i digitalowe treści, narzędzia, raporty i inne znajdźki przydatne w życiu cyfrowego ogarniacza.

Dodaj komentarz

Trending