
Pamiętacie jeszcze te czasy, gdy Instagram miał przypominać galerię sztuki nowoczesnej? Każde zdjęcie w tej samej palecie kolorystycznej, filtry dobrane
z aptekarską precyzją, a układ siatki (grid) planowany
w osobnej apce na trzy tygodnie do przodu, a z kolei każdy trend trzeba było zaadoptować na grunt marki w ciągu godziny. Mam dla Was nowinę: to se ne vrati.
Patrząc na to, co dzieje się w branży – od nadprodukcji treści aż do raportów o kondycji psychicznej social media managerów – widać jedno. Wszyscy mamy dość. Twórcy rzygają już dbaniem o estetykę, a odbiorcy przestali wierzyć w życie w kolorach „beige aesthetic”. Wchodzi slow social (tu więcej o tym) i styl Lo-Fi. I całe szczęście, bo inaczej wszyscy skończylibyśmy na terapii.
Wielkie kłamstwo „real time marketingu”
Przez lata wmawiano nam, że w socialach liczy się tylko prędkość. Że jak nie wskoczysz na trend w ciągu 15 minut od jego powstania, to jesteś dinozaurem. Że musisz tańczyć do każdej muzyczki, która akurat trenduje na TikToku, nieważne czy pasuje do Twojej marki czy jest jak kwiatek do kożucha.
Efekt tego wyścigu szczurów? Statystyki są bezlitosne: 77% osób pracujących w socialach jest wypalonych.
Idea slow social to nie jest lenistwo czy podejście „nie chce mi się”. To po prostu powrót do zdrowego rozsądku. To powiedzenie „sprawdzam” temu całemu pędowi za dopaminą. Zamiast produkować tony przeciętnego contentu, żeby „nakarmić algorytm”, lepiej zrobić coś rzadziej, ale z sensem.

„Mniej, autentyczniej, z refleksją „ – brzmi jak banał, ale w zalewie śmieciowego contentu, to właśnie „rezonujące treści” przebijają się przez szum. A trudno wymyślić coś co będzie takie w biegu.
Tylko, że możemy przegiąć w drugą stonę, bo…
Perfekcjonizm to tylko ładniejsza nazwa prokrastynacji
Na Threads lata ostatnio piękny wątek. Hasło przewodnie: „F*ck the perfect grid. Post your content”.
W punkt. Ale to odpowiedź na smutną prawdę o naszej branży. Jesteśmy ćpunami perfekcji. Boimy się wrzucić coś „brzydkiego”, bo wydaje nam się, że jak zdjęcie będzie miało ziarno, a wideo nie będzie w 4K, to stracimy autorytet.
Guzik prawda. Perfekcja zabija momentum.
Tutaj szukamy złotego środka.

Algorytm nagradza konsekwencję, a nie to, czy spędziłeś 3 godziny
w Canvie dobierając ozdobniki. Ludzie chcą „vibe’u”, chcą prawdy, chcą zobaczyć, że po drugiej stronie siedzi człowiek, a nie efekt tego, że dział PR autoryzował posta razem z działem prawnym przez dwa tygodnie. Lo-Fi/Low Fidelity, to wizualny dowód na to, że nie kłamiesz. Stawiasz na autentyczność.
Czyli jak? Wolniej i autentyczniej?
Właśnie tak!
Slow social i Lo-Fi to odpowiedzi na zmęczenie materiału. Odbiorcy są zmęczeni zdehumanizowanym contentem (również AI już dostaje za swoje przez prompty do obrazków na odwal się), a twórcy są zmęczeni ich produkcją. Przestańcie traktować social media jak salę operacyjną, gdzie wszystko musi być sterylne. Nie musi. Ma być jakieś. Z duszą.
A tej duszy nie da się tam upchnąć jeśli nie nadążasz załadować taczki.
Jeśli Twoja treść jest wartościowa, to obroni się nawet nagrana kalkulatorem. A jeśli jest wydmuszką, to nawet 8K i kilku godzinny color grading jej nie uratują. Proste.
Co jeśli jednak nie pyknie? Dajmy sobie i na to miejsce, nie każdy wpis musi być hitem. Sprawdzamy, eksperymentujemy. Slow, to proces, maraton, nie sprint.
Do zapamiętania (dla tych, co dotarli do końca):
- Perfekcja paraliżuje: Lepszy opublikowany post z błędem, niż genialny post, który utknął w „draftach” na zawsze.
- Szybkość jest przereklamowana: Nie musisz być wszędzie i reagować na wszystko. Bądź tam, gdzie masz coś sensownego do powiedzenia.
- Autentyczność sprzedaje: Lo-Fi skraca dystans. Wygląda jak content od kumpla, a nie jak reklama tworzona przez zespół naukowców.
- Szanuj swój czas: Mniej, ale lepiej. Serio. Twój mózg (i Twoi odbiorcy) Ci za to podziękują.
Przykłady: jak robić, żeby nie przepalić zasobów, a zaangażować?
Zamiast silić się na bycie drugim National Geographic, spróbujcie tego:
- Dump zamiast sesji: Zamiast jednego „wylizanego” zdjęcia produktu, wrzuć karuzelę z 10 fotek z całego tygodnia. Rozmazane, krzywe, z bałaganem w tle. To buduje narrację i bliskość. Ludzie są ciekawscy, chcą widzieć zaplecze, a nie witrynę sklepową.
- Surowe wideo > wymuskane Reelsy: Zamiast montować przejścia co 0,2 sekundy, weź telefon do ręki i po prostu powiedz to, co masz do powiedzenia. Bez mikrofonu za miliony, bez lampy pierścieniowej odbijającej się w oczach. Merytoryka obroni się sama (o ile ją masz).
- Notatnik jako grafika: screenshot notatki z telefonu albo prosty tekst na czarnym tle. Wygląda prosto? Być może. Ale czyta się świetnie i angażuje lepiej niż wymuskana infografika, która wymaga kilku minut skupienia
- Opinia zamiast reakcji: zamiast bezmyślnie kopiować trendy, usiądź i napisz, co Cię wkurza/jaki problem chcesz rozwiązać lub właśnie rozwiązujesz. Slow social to bycie liderem opinii i kategorii, a nie papugą algorytmu.
To tyle.
Jeśli spodobał Ci się ten wpis, to będę wdzięczny za postawienie mi wirtualnej kawy. To mnie zmotywuje do dalszego pisania.
Możesz także zapisać się na mój newsletter, w którym prezentuję ciekawe marketingowe i digitalowe treści, narzędzia, raporty i inne znajdźki przydatne w życiu cyfrowego ogarniacza.
Wpis powstawał przy wsparciu Gemini oraz Perplexity.




Dodaj komentarz